Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2016

Ciepłem otulona

Na początek mała zagadka: co, zaraz po cieplejszych płaszczach/kurtkach, najczęściej wyciągamy z szaf jesienią? Odpowiedź przynajmniej w moim przypadku jest dość prosta - szale i chusty wszelkiej maści. Powody po temu są co najmniej dwa. Pierwszym i chyba najbardziej oczywistym jest ten, iż jest nam po prostu chłodniej (no, Ameryki raczej nie odkryłam :) ). Okrycia wierzchnie na jesień to jeszcze nie to samo co zimowe puchówki - są przejściowe, a co za tym idzie nie chronią nas tak dobrze przed zimnym wiatrem i zacinającym deszczem. W takich sytuacjach ciepły szal sprawdza się wprost idealnie, owijamy się i już nam po szyjach nie wieje. Powód numer dwa zrozumieją za to wszystkie barwne ptaki. Jesienią, przynajmniej jeśli chodzi o okrycia wierzchnie, często stawiamy na stonowane odcienie i fasony - wszak ma być ciepło, a nie ładnie. I tu niespodzianka! Daję słowo, że nawet zwyczajny szary płaszcz w połączeniu z barwnym szalem lub chustą zamieni się w ciekawą, jesienną stylizację. Ja zawsze staram się ubarwiać stroje dodatkami, szali mam naprawdę wiele i myślę, że moje ostatnie filcowane wyroby również świetnie się sprawdzą w tej roli :) 







Czy i Wy pomagacie sobie w ten sposób przetrwać jesień? 

niedziela, 16 października 2016

Feerią barw w szarość dnia

Jak co roku o tej porze powoli wchodzimy w okres codziennych zmagań z pogodą i, co tu dużo kryć, własnym nastrojem (no bo komu cokolwiek się chce przy tym co mamy za oknem?). Chwilowo zamiast pięknej, polskiej jesieni prym wiodą szarość i burość co nie pozostaje obojętne dla naszego samopoczucia. Zapewne nie jest dla Was nowością że w takiej sytuacji goszczą u mnie rzeczy mocno odbiegające od jesiennej aury - czyli im barwniej tym lepiej :) sukienka którą dziś dla Was mam powstała co prawda trochę wcześniej, ale dokładnie z myślą o chłodniejszych dniach w których nie dość, że brakuje mi koloru to i przyda się coś cieplejszego przy ciele. Sukienka powstała przy wykorzystaniu wełny merynosów - filcowaniu nie było końca! Całość jest asymetryczna i momentami ażurowa, ale nawet teraz to nie przeszkadza - przecież zawsze pod spód można podłożyć czarną bluzkę lub narzucić coś na górę. No to prezentujemy: 


Zrobione specjalnie dla Was z myślą o takich szarych dniach!


Jak widać, elementy ażuru mamy i na górze, i na dole.








Pozdrawiam Was wszystkich ciepło, nie dajcie się chłodom i słocie. 

niedziela, 8 listopada 2015

Coś starego = coś nowego

"Nie mam co na siebie włożyć.."

Takie zdanie każda z nas wypowiada co najmniej kilka razy w tygodniu. Niestety, nie jestem wyjątkiem od tej reguły, pomimo tego że tak naprawdę ciężko jest mi cokolwiek z szafy wyciągnąć (przypomina to sklepowy koszmar kiedy to wieszak jest tak obwieszony ubraniami, że wyszarpanie właściwego rozmiaru graniczy z cudem..). Nieważne ile sukienek, bluzek czy spódnic wisi w szafie - są chwile, kiedy to wszystko po prostu przestaje nam się podobać. Co w takiej sytuacji robię ja? Przerabiam! 
Nie mówię tu oczywiście o jakichś wielkich przeróbkach, pamiętacie na pewno że maszynę staram się omijać szerokim łukiem. A to chwycę za pędzel i wyczaruję wzór na gładkiej dotąd bluzce, innym zaś razem na sukience powstaną wełniane esy-floresy. Metod jest wiele, a każda z nich da nam to, za czym tęsknimy - coś nowego w szafie! Poniżej zdjęcia moich ostatnich przeróbek. 



Zwiewna, gładka bluzka zyskała na atrakcyjności dzięki stadzie barwnych motyli.


***


Szara, luźna tunika (idealna do legginsów) wzbogacona o ciekawy wzór.


***


Baletki ślubne córki. Przed metamorfozą zupełnie gładkie - na ślub idealne, na co dzień - wysoce niepraktyczne! Odżyły dzięki kwiatowym elementom. 




***


Zwykła, czarna sukienka. Po przestudiowaniu tegorocznych trendów zdecydowałam się na frędzle i florę. 



Jak widzicie nie próżnuję! A w jaki sposób Wy radzicie sobie z nudą w szafie? Nie wierzę, że i Was nie dopada ;)

niedziela, 11 października 2015

Odrobina lata gdy za oknem jesień

Tak dawno tu nie zaglądałam, że za oknem zdążyła nastać nowa pora roku... nie mam nic na swoje usprawiedliwienie poza faktem, że życie bywa absorbujące i pewne rzeczy trzeba czasami odłożyć na bok. Na szczęście mogę wreszcie powrócić do Was z nowymi pomysłami i energią do działania! Ponieważ mentalnie wciąż jeszcze tkwię w lecie i uparcie nie chcę przyjąć jesiennego chłodu (chociaż przyznaję - jesień póki co cieszy oko!) podzielę się z Wami odrobiną lata której jeszcze nie zdążyłam tu pokazać.
Kwiaty, kwiaty..i jeszcze raz kwiaty! To temat przewodni dzisiejszego posta. Kwiaty to dla mnie bardzo wdzięczny motyw,przystrojone nimi ubrania zawsze nosi mi się dwa razy przyjemniej :)
Poniżej sukienka którą od A do Z uszyłam sama, chociaż wiadomo że maszynę staram się omijać szerokim łukiem. Całość wprost tonie w kwiatach. Początkowo miało być ich nieco mniej, ale praca tak paliła mi się w rękach że po prostu nie byłam w stanie się od niej oderwać..Było to dość męczące, ale efekt końcowy bardzo mi odpowiada. Sukieneczka wykonana jest z dzianiny, kwiaty zaś powstały przy użyciu wełny czesankowej z merynosów metodą filcowania na sucho. 




Aplikacja znajduje się na całym dole sukienki, również z tyłu.


Udało Wam się już przestawić na jesienną porę, czy tak jak ja uparcie nie chcecie przyjąć zmiany za oknami? :)

sobota, 10 maja 2014

Barwy szczęścia

Pomimo niezbyt sprzyjającej aury dającej o sobie znać m.in. stukającymi w moje okna gałązkami pobliskich drzew, cieszę się dziś wyjątkowo pozytywnym nastawieniem :) mam po temu dwa, być może błahe, ale jednak widoczne powody. Po pierwsze, nareszcie zaczynamy posuwać się do przodu z remontem! Co prawda pomalowany został dopiero sufit w pierwszym z wielu wołających o odnowę pomieszczeń (a zatem jeszcze huk roboty przed nami...), niemniej jednak jest to tak miły widok, że chodzę dziś z szerokim uśmiechem na ustach. W tygodniu bardzo ciężko jest nam znaleźć czas na prace remontowe, a przebywając nieustannie w towarzystwie szeleszczących folii,walających się wszędzie narzędzi malarskich oraz pyłu i kurzu człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek jeszcze się z tego wygrzebie! Dziś, w postaci "nowego" sufitu, wstąpiła we mnie ponownie nadzieja i chęć do zmian, z czego ogromnie się cieszę :) 
Drugi powód mojej radości to bransoleta w wyjątkowo soczystych barwach, którą mimo nawału zajęć udało mi się ukończyć. Oto i ona: 



Jest to połączenie sutaszu oraz koralików wszelkiej maści i w wielu energetycznych barwach, tradycyjnie podszyte filcem dla większego komfortu noszenia. Daleko mi wprawdzie do samouwielbienia, ale patrząc na nią dostaję niesamowity zastrzyk energii i pozytywnego nastawienia, stąd też owa nazwa - "barwy szczęścia", bo czy można być obojętnym na takie połączenie odcieni przywołujących na myśl piękny, słoneczny dzień? Ja nie potrafię :) 

sobota, 3 maja 2014

Remont i torba - zębatka

Czy ktoś ostatnimi czasy namawiał Was na malowanie całego domu? Jeśli tak, to uwaga: nie dajcie się i pod żadnym pozorem nie gódźcie! Ja zrobiłam ten błąd, i teraz ponoszę tego konsekwencje...
Oczywiście żartuję, sama wiedziałam, że należy to w najbliższym czasie zrobić, ale nie sądziłam, że będzie to aż takie przedsięwzięcie! Musimy uwinąć się z tym szybko, a do samego malowania jeszcze bardzo długa droga. Gdyby tylko człowiek mógł wziąć miesiąc urlopu - wtedy nie byłoby żadnego problemu, ale wiadomo, tak się nie da. Czasu na wszystko jak na lekarstwo, nie wiadomo nawet w co włożyć ręce. Praca, warsztaty, zamówienia, a po powrocie do domu pył, drabiny i wszechobecna folia - można zgłupieć od tego wszystkiego, oj można! Mam nadzieję, że uda nam się jakoś ten kramik ogarnąć, bo nie mam przez to zbyt wiele czasu na własne projekty a jestem chora, kiedy nie mogę przenosić swoich pomysłów w świat rzeczywisty. Na szczęście, mino nawału zajęć, udaje mi się od czasu do czasu przy czymś podłubać i efektem takiej właśnie dłubaniny jest poniższa torba :)


Nazwałam ją torbą - zębatką, bo zawieszka przypomina mi zębatki jakiejś skomplikowanej maszynerii. Jak widać, torba powstała z szarego, usztywnianego filcu na którym umieściłam kawałki eko-skórki w kolorach czerni i czerwieni, dodałam również widoczne przeszycia. Jest to spora torba, bez problemu pomieści wszystko, co zechce się do niej zapakować a uszy są tak dopasowane, że można ją nosić zarówno w ręku, jak i na ramieniu. 




Torba zapinana jest na suwak, stanowi więc bezpieczną przechowalnię naszych cennych drobiazgów. 

Wracam do mojego małego kataklizmu.. trzymajcie proszę kciuki za rychły koniec akcji "odświeżanie"! :)

środa, 9 kwietnia 2014

Połatana

Zauważyłyście już pewnie, że rzadko kiedy rzeczy, które tworzę są jednolite. Czy to biżuteria, czy malowana tkanina czy torba - musi się coś dziać. Obecnie w sklepach pełno mamy towarów monokolorystycznych o dość prostych formach, dlatego ja wiadomym sobie zwyczajem wzniecam swój mały bunt przeciwko ujednoliceniu :) wiadomo, jak każda z nas lubię założyć czy to zwykłą małą czarną, czy też amarantową, prostą sukienkę ale wtedy obowiązkowo dodatki muszą przykuwać uwagę swoją różnorodnością. 
Torba, którą Wam dziś pokażę nie jest co prawda idealnym przykładem na moją miłość do szaleństwa twórczego, ale, tradycyjnie, nie jest to po prostu kawałek filcu z doszytymi uszami tak więc uznałam że nada się na prezentację. 



Jak widać na zdjęciu, torba mieszcząca format A4 (tu nie ma odstępstwa od normy ;) ) wykonana została w całości z brązowego filcu. Zarówno na przedzie, jak i na tylnej stronie torby zagościły łaty z eko-skórki, dlatego też torba zyskała miano połatanej. Ponieważ było mi mało, dodałam do tego również ćwieki w kolorze złotym oraz przeszycia nićmi w kolorach oranżu i kremu. 





Na tylnej stronie dodatkowo łata stworzyła przegródkę na coś, co musimy mieć szybko pod ręką - ja zwykle noszę w takim miejscu komórkę, bo moja córka zawsze "krzyczy", że zdąrzyłaby zrobić 30 rzeczy zanim znajdę dzwoniący telefon na dnie torby :) kieszonka zasuwana jest na suwak a więc nic nam z niej nie wypadnie. Torba ma również regulowane uszy dlatego dostosuje się do każdego ramienia.





Torba zapinana jest na magnes, czego niektóre kobiety się boją, ale.. niespodzianka! W środku mamy jeszcze wkładkę z pomarańczowego filcu zasuwaną na suwaczek, a więc wszelkie portfele, klucze oraz inne strasznie ważne rzeczy mogą się czuć bezpiecznie. 




Jak Wam się podoba moja łaciata? :)


***********************************

Po torbie nie ma już u mnie śladu, dziwnym trafem znalazła się w walizce córki i pojechała do Warszawy :) 


niedziela, 9 marca 2014

Księżycowa poświata

Jest coś, co przykuwa uwagę niezależnie od pory roku. Może wyglądać pięknie zarówno kiedy siedzimy na plaży w upalny, sierpniowy wieczór jak i wtedy, gdy brniemy zaśnieżoną drogą w mroźną, styczniową noc. Jest tak samo niezwykłe w Kraju Kwitnącej Wiśni, Kraju Klonowego Liścia, nad Berlinem czy w Kraju nad Wisłą. Osobiście lubię mu się przypatrywać, jest w nim coś niezgłębionego, jakaś nieodkryta tajemnica. Patrząc na nie można wyłączyć się na chwilę, po prostu być tu i teraz, w ciszy i pod wrażeniem jego ogromu.
Niebo, zwłaszcza w bezchmurną noc, to dla mnie coś pięknego. Wielki, srebrzysty księżyc i miliony błyszczący punkcików - któż z nas jest obojętny na taki widok? Niebo nocą to często również źródło natchnienia, z którego zaczerpnęłam i ja. Żeby nie być gołosłowną, przedstawiam Wam mój księżycowy komplecik biżuterii :)
Złożony z wisiora, broszki i bransolety komplet przybrał iście księżycowe barwy, począwszy od srebra a skończywszy na wielu różnych odcieniach szarości (te z Was, które czytały książkę "Pięćdziesiąt twarzy Greya" wiedzą, że jest ich sporo ;) ). Każdy z elementów zestawu został wykonany techniką haftu koralikowego oraz dodatkowo podklejony  filcem w kolorze gołębim. Jak widać poniżej, tworząc ten komplet wykorzystałam całą gamę koralików, perełek i kryształków w stosownych odcieniach. 




Bransoleta zwieńczona jest gumką, która pozwala na dopasowanie jej do większości nadgarstków, oraz dekoracyjną kokardką. 


Wisior zawieszony został na grubym, dekoracyjnym sznurze osadzonym w srebrnych tulejach, a obwód naszyjnika to 45cm. 


Broszkę, tak jak bransoletę, ozdabia dekoracyjna kokardka. 

Czy Wy również dajecie się ponieść magii księżycowej nocy i czerpiecie z niej pełnymi garściami, czy jestem w tym odosobniona? :)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Czarny charakter

Zauważyłam, że rzadko kiedy moim dłoniom zdarza się stworzyć coś w wersji monokolorystycznej. Zazwyczaj efektem mojej pracy są rzeczy wielobarwne, wręcz tryskające kolorem bo cenię sobie energię płynącą z żywych barw. Nieważne, czy mówimy o zestawie biżuterii czy obrazie do powieszenia na ścianę - lubię, kiedy się dzieje i kropka. Każdy z nas jednak wie, że reguły sa po to, by czasem je łamać i wyjątki od tychże reguł  nie są nam obce.
Dziś mam dla Was taki właśnie wyjątek. Komplet biżuterii złożony z wisiora, bransolety oraz kolczyków zdecydowanie w wersji mono. Ba, nie dość, że mono to jeszcze upatrzyłam sobie ten komplet w czarnym kolorze! Bo jak odstęptswo od reguły to już szaleństwo na całego ;) Możecie powiedzieć, że biżuteria powinna być w bardziej zdecydowanych kolorach, że powinno być więcej błyskotek, powinna być kontrastowa itp.itd. (niepotrzebne skreślić). Ja też na co dzień trzymam się tych zasad, ale nie skreślajmy czerni w takim wydaniu już na starcie. Komplet stworzyłam przy pomocy koralików i kryształków wszelkiej maści, które pięknie odbijają światło i nie są ani trochę ponure. Podklejony filcem wisior zawiesiłam na czarnym łańcuszku, bransoleta zaś zamiast zapięcia ma gumkę, dzięki której dopasuje się do większości nadgarstków. 







Pamiętajcie, że czerń nigdy ne wyjdzie z mody, a niektóre stylizacje aż się proszę o mocniejszy, kontrastujący z nimi akcent :) 

środa, 5 lutego 2014

Tęsknota za latem

Nie wiem jak u Was, ale u mnie za oknem świeciło dziś piękne słoneczko. Tylko co z tego, skoro wciąż przegrywa ono walkę z lodem i chłodem? Mamy wprawdzie niewielkie ocieplenie, ale tak czy siak człowiek nie wyjdzie z domu inaczej niż ukryty pod kilkoma zwojami różnych materiałów. Mam tak co roku.. dopóki trwa jesień, jest deszczowo i ponuro, marzę o białej zimie ze śniegiem skrzącym się w promieniach słońca. Kiedy jednak moje marzenia w końcu się spełnią, cieszę się tym góra kilka dni a następnie zaczynam odliczać dni do momentu, kiedy zrzucę z siebie wszystkie te warstwy ochronne! I oto dopadła mnie znowu...tęsknota za latem :( wiem jednak, że wiosny, a tym bardziej lata, nie sprowadzę do nas swoimi żalami, dlatego też muszę ratować się inaczej. Jednym ze sposobów na podarowanie sobie i innym namiastki letniej pogody jest wplatanie elementów kwiatowych w moje twory. Poniżej mam dla Was kilka projektów, dzięki którym mogę teraz choć na chwilkę przenieść się myślami tam, gdzie jest ciepło, słonecznie i roi się od kwiatów.
Każda z torebek wykonana została z czarnego filcu, do którego dołączyły trójwymiarowe kwiaty wykonane techniką filcowania na mokro. Dodatkowo, kopertówki zostały wykończone białą lamówką.








Oto mój sposób na odrobinę lata wtedy, kiedy nie ma na nie widoków za oknem. A jak Wy radzicie sobie z brakiem słońca i zieleni za oknem? 

sobota, 18 stycznia 2014

Zaklęte w bursztynie

Tematyka dzisiejszego posta w dalszym ciągu oscyluje wokół biżuterii. Sądzę, że w każdej z nas kryje się sroczka, i choćby nasze szkatułki były wypełnione po brzegi zawsze pojawi się coś, co chętnie byśmy do swojej kolekcji dodały. Otwarcie przyznaję, że tego typu słabościom ulegam i ja :) jednak nawet jeśli miałam kiedykolwiek z tego powodu wyrzuty sumienia od dawna się już nimi nie zadręczam. Czemu? Ponieważ mam to szczęście, że bardziej niż kolejny złoty pierścionek cieszy mnie biżuteria oryginalna, którą mogę zrobić sobie sama. Koszty wykonania takich kompletów są zwykle mniejsze niż koszty biżuterii złotej, a dodatkowo mogę mieć pewność, że za tydzień koleżanka z pracy nie będzie miała takiej samej bransolety czy wisiora co ja. Wychodząc z powyższych założeń co i rusz tworzę jakieś komplety. Jeden z nich chciałabym Wam dziś zaprezentować. 

Na komplet składa się naszyjnik i bransoleta. Baza dla naszyjnika jest z tworzywa imitującego skórkę, wisior zaś to połączenie masy plastycznej, w której zatopione są prawdziwe bursztyny z koralikami w odcieniach starego złota. Wisior został od spodu podklejony filcem. Bransoleta, dla której bazą również jest filc, stworzona została z tych samych co wisior elementów.

 





Lubicie bursztyny i zaklęte w nich tajemnice? Dla mnie mają one w sobie coś magicznego, co nie do końca jest nam dane poznać..

wtorek, 31 grudnia 2013

Wielki błękit


Błękit i jego odcienie to niekwestionowani królowie tego sezonu. Mało tego, błękit mianowano nową czernią! Z każdej strony, a już na pewno z większości wystaw sklepowych manekiny łypią na nas błękitnym okiem. Modny jest każdy z odcieni błękitu, począwszy od turkusu, przez błękit paryski a skończywszy na szafirze czy ultramarynie. Wobec takiej popularności koloru niebieskiego ciężko przejść obojętnie. Nie udało się to i mnie, chociaż w moim przypadku do głosu doszła też osobista sympatia dla tego koloru (bo czy blondynka może nie lubić błękitu? ;)).
Pierwszym z moich przykładów na zastosowanie wielkiego błękitu jest poniższy komplet biżuterii.  


Na komplecik składają się:  naszyjnik, bransoleta oraz kolczyki. Jak widać, komplet łączy w sobie wiele różnych odcieni błękitu. Powstał na bazie szafirowego filcu, do którego doszły zarówno kamienie, jak i koraliki w kolorach złota i kobaltu. Dla odmiany, zwieńczeniem naszyjnika oraz bransolety jest wstążka, co stanowi dodatkowy element ozdobny. 
Drugą wariacją  na temat błękitu jest torba, którą  właściwie można nazwać przerośniętą kopertówką :) 



Kopertówka została wykonana w całości z filcu i ozdobiona aplikacją w różnych odcieniach błękitu, która powstała zarówno techniką filcowania na sucho, jak i przy wykorzystaniu kamieni, koralików i sutaszu. Dla tych, którzy wolą torebkę "dyndającą" jest ucho, dzięki któremu torby nie trzeba sztywno trzymać w ręce. Tak torba prezentuje się w dłoni: 


Dziś hucznie obchodzony Sylwester, może więc warto zaopatrzyć się w ten wieczór w coś w jednym z wielu pięknych odcieni błękitu? 

Pozdrawiam Was ciepło i życzę wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku 2014!! 

czwartek, 28 listopada 2013

Liliowa awangarda i pawie oczko

Chociaż filc występował już w roli głównej w ostatnich postach, dziś również będę się koło niego kręcić. Mogę śmiało stwierdzić, że ostatnio króluje on w mojej pracowni i najwięcej rzeczy powstaje właśnie z jego udziałem. Może to kwestia tego, iż filc czy wełenka kojarzą mi się (i zapewne nie tylko mnie jednej) z czymś ciepłym i przytulnym, czyli w sam raz na obecną porę roku :)
Żeby jednak nie było nudno, dziś nie zagości tu żadna torebka. Głównych bohaterów mamy dwóch, a są nimi szal i pasek. Obie te rzeczy są niezwykle barwne i zostały wykonane w czasie, kiedy słońce pięknie nam jeszcze przygrzewało dlatego też pomyślałam, że odrobina koloru przyda nam się przy jesiennym spadku formy :)

Oto bohaterowie dzisiejszego wpisu:



Szal, który otrzymał nazwę "liliowa awangarda" - nietrudno zgadnąć czemu ;) wykonałam go w całości techniką filcowania na mokro z najwyższej jakości wełny - merynosa australijskiego. Kolorem dominującym jest tu lila przeplatany czernią oraz amarantem. Barwne ślimaczki widoczne na szalu zrobione zostały na szydełku. Długość szala to 190cm, a więc spokojnie można się nim otulić. Ponieważ szal faktycznie jest dość awangardowy może stanowić wyjątkowy dodatek, zapewniając przy okazji miękką i ciepłą ochronę (niech was dziury nie zmylą!) :)





Bohater numer dwa, czyli "pawie oczko". Pasek wykonany ręcznie z parzonej wełny i podszyty skórą naturalną, ozdobiony zaś motywem pawim z wysokiej jakości wełny alpejskiej. Motyw wykonany tym razem techniką filcowania na sucho. Oryginalna, surowa klamra w zestawieniu z barwną aplikacją stanowi ciekawą i nietuzinkową ozdobę. Pasek może być noszony zarówno do spodni, spódnicy czy tuniki, jak również do ciepłego płaszcza czy kardigana - dowolność jak widać ogromna :) Szerokość paska (8 cm) sprawia, że raczej nie zniknie on w stylizacji a wręcz przeciwnie, wysunie się na pierwszy plan.

A z innej beczki, już w następny piątek moja pierwsza wystawa i denerwuję się jak diabli....Robiłyście swoje wystawy? Macie jakieś ciekawe sugestie/wrażenia, którymi chcecie się podzielić?