Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odzież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odzież. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

Feerią barw w szarość dnia

Jak co roku o tej porze powoli wchodzimy w okres codziennych zmagań z pogodą i, co tu dużo kryć, własnym nastrojem (no bo komu cokolwiek się chce przy tym co mamy za oknem?). Chwilowo zamiast pięknej, polskiej jesieni prym wiodą szarość i burość co nie pozostaje obojętne dla naszego samopoczucia. Zapewne nie jest dla Was nowością że w takiej sytuacji goszczą u mnie rzeczy mocno odbiegające od jesiennej aury - czyli im barwniej tym lepiej :) sukienka którą dziś dla Was mam powstała co prawda trochę wcześniej, ale dokładnie z myślą o chłodniejszych dniach w których nie dość, że brakuje mi koloru to i przyda się coś cieplejszego przy ciele. Sukienka powstała przy wykorzystaniu wełny merynosów - filcowaniu nie było końca! Całość jest asymetryczna i momentami ażurowa, ale nawet teraz to nie przeszkadza - przecież zawsze pod spód można podłożyć czarną bluzkę lub narzucić coś na górę. No to prezentujemy: 


Zrobione specjalnie dla Was z myślą o takich szarych dniach!


Jak widać, elementy ażuru mamy i na górze, i na dole.








Pozdrawiam Was wszystkich ciepło, nie dajcie się chłodom i słocie. 

niedziela, 8 listopada 2015

Coś starego = coś nowego

"Nie mam co na siebie włożyć.."

Takie zdanie każda z nas wypowiada co najmniej kilka razy w tygodniu. Niestety, nie jestem wyjątkiem od tej reguły, pomimo tego że tak naprawdę ciężko jest mi cokolwiek z szafy wyciągnąć (przypomina to sklepowy koszmar kiedy to wieszak jest tak obwieszony ubraniami, że wyszarpanie właściwego rozmiaru graniczy z cudem..). Nieważne ile sukienek, bluzek czy spódnic wisi w szafie - są chwile, kiedy to wszystko po prostu przestaje nam się podobać. Co w takiej sytuacji robię ja? Przerabiam! 
Nie mówię tu oczywiście o jakichś wielkich przeróbkach, pamiętacie na pewno że maszynę staram się omijać szerokim łukiem. A to chwycę za pędzel i wyczaruję wzór na gładkiej dotąd bluzce, innym zaś razem na sukience powstaną wełniane esy-floresy. Metod jest wiele, a każda z nich da nam to, za czym tęsknimy - coś nowego w szafie! Poniżej zdjęcia moich ostatnich przeróbek. 



Zwiewna, gładka bluzka zyskała na atrakcyjności dzięki stadzie barwnych motyli.


***


Szara, luźna tunika (idealna do legginsów) wzbogacona o ciekawy wzór.


***


Baletki ślubne córki. Przed metamorfozą zupełnie gładkie - na ślub idealne, na co dzień - wysoce niepraktyczne! Odżyły dzięki kwiatowym elementom. 




***


Zwykła, czarna sukienka. Po przestudiowaniu tegorocznych trendów zdecydowałam się na frędzle i florę. 



Jak widzicie nie próżnuję! A w jaki sposób Wy radzicie sobie z nudą w szafie? Nie wierzę, że i Was nie dopada ;)

niedziela, 11 października 2015

Odrobina lata gdy za oknem jesień

Tak dawno tu nie zaglądałam, że za oknem zdążyła nastać nowa pora roku... nie mam nic na swoje usprawiedliwienie poza faktem, że życie bywa absorbujące i pewne rzeczy trzeba czasami odłożyć na bok. Na szczęście mogę wreszcie powrócić do Was z nowymi pomysłami i energią do działania! Ponieważ mentalnie wciąż jeszcze tkwię w lecie i uparcie nie chcę przyjąć jesiennego chłodu (chociaż przyznaję - jesień póki co cieszy oko!) podzielę się z Wami odrobiną lata której jeszcze nie zdążyłam tu pokazać.
Kwiaty, kwiaty..i jeszcze raz kwiaty! To temat przewodni dzisiejszego posta. Kwiaty to dla mnie bardzo wdzięczny motyw,przystrojone nimi ubrania zawsze nosi mi się dwa razy przyjemniej :)
Poniżej sukienka którą od A do Z uszyłam sama, chociaż wiadomo że maszynę staram się omijać szerokim łukiem. Całość wprost tonie w kwiatach. Początkowo miało być ich nieco mniej, ale praca tak paliła mi się w rękach że po prostu nie byłam w stanie się od niej oderwać..Było to dość męczące, ale efekt końcowy bardzo mi odpowiada. Sukieneczka wykonana jest z dzianiny, kwiaty zaś powstały przy użyciu wełny czesankowej z merynosów metodą filcowania na sucho. 




Aplikacja znajduje się na całym dole sukienki, również z tyłu.


Udało Wam się już przestawić na jesienną porę, czy tak jak ja uparcie nie chcecie przyjąć zmiany za oknami? :)

środa, 20 maja 2015

Na wojennej ścieżce

Znajomy córki poprosił mnie o namalowanie wizerunku Indianina. Kiedy tylko dostałam w swoje ręce wzór do namalowania oraz koszulkę pomyślałam (zupełnie jak nie ja!): "tego się nie da zrobić". Najbardziej problematyczny wydawał mi się kolor bluzki - khaki. Byłam wręcz pewna, że na takim odcieniu nie dam rady namalować Indianina w taki sposób, w jaki widniał on na obrazku. Wydawało mi się, że tak jasna twarz na tym tle po prostu nie może wyjść dobrze.. Indianin tak skutecznie mnie do siebie zniechęcił, że zajęło mi trochę czasu zanim podjęłam męską decyzję i wzięłam się do pracy. Po paru pociągnięciach pędzla nastąpił jednak nieoczekiwany i tak potężny wybuch entuzjazmu, że wprost nie mogłam się od tej koszulki oderwać! Kiedy już udało mi się ugryźć go w odpowiedni sposób pracowałam jak nakręcona, bo nie mogłam się wprost doczekać efektu końcowego... Jak wyszło? Oceńcie sami :) 


Indianin, na którym się wzorowałam


Efekt końcowy moich starań :)





niedziela, 19 kwietnia 2015

Wiosna, ach to ty...

.. aż chciałoby się zanucić wraz z Markiem Grechutą! Czy można nie czuć radości z powodu zieleniących się trawników, drzew obsypanych delikatnymi pączkami oraz poćwierkujących wesoło ptaszków? Nie wiem jak Wy, ale ja nie potrafię w takim okresie zachować kamiennej twarzy - nawet maszerując do pracy (w końcu w lżejszym płaszczyku!) uśmiecham się sama do siebie :)
Kiedy uśpiona przez zimę przyroda budzi się do życia wszystko co robię również musi być żywe. Jeśli mam na to wpływ zawsze w takim okresie tworzę rzeczy kolorowe i bogato zdobione, do stonowanych barw i wzorów powracam jedynie na zamówienie. Nie inaczej jest tym razem - umyśliłam sobie zrobienie chust idealnych do wiosennych stylizacji. Kiedy powieje cieplejszy wiatr często przerzucamy się na skóry, najczęściej czarne lub brązowe, oraz beżowe trencze. Nic dziwnego - skórzana kurteczka lub płaszcz w neutralnym odcieniu pasuje niemalże do wszystkiego i zostawia miejsce na mocne, kolorystyczne akcenty. Dla mnie idealnym wprost uzupełnieniem takiego stroju jest wielobarwna chusta owinięta wokół szyi. Poniżej znajdziecie moje ostatnie projekty dodatków przydatnych w ożywianiu wiosennych stylizacji, które często po zimie są jeszcze mało wyraziste. Wszystko standardowo malowane ręcznie specjalnymi farbami do tkanin :)




Projekt nr 1 - kwiaty.





Projekt nr 2 - barwny miszmasz. 




Projekt nr 3 - motyle.


niedziela, 19 października 2014

Déjà vu z cyklamenowym akcentem

Déjà vu. Któż z nas nie doświadczył tego uczucia przynajmniej raz w życiu? Dzisiaj serwuję je Wam ja, ponieważ poniżej przedstawię coś, co kiedyś gościło już na łamach mojego bloga. Oczywiście bezsensem byłoby pokazywać dokładnie to samo, stąd też pewne zmiany w znanym Wam już projekcie.
W tym miejscu można zapytać: po co robić dwa razy taką samą rzecz, a na dodatek pokazywać ją innym? Cóż, jeśli coś nam bardzo pasuje (a na dodatek podkradła nam to córka :) ), to dlaczegóż nie powielić projektu z niewielkimi zmianami? Jeśli wiem, że sprawdzona rzecz będzie mi dobrze służyć nie żałuję czasu na powtórki z rozrywki (niestraszne mi nawet szycie, za którym jak już wiecie nie przepadam).
Odrzucając aurę tajemniczości przedstawiam Wam siostrę "ukwieconej małej czarnej" z cyklamenowym akcentem.



Mogłabym ogłosić w tym momencie zabawę w "Znajdź 10 różnic", jednak aż tylu ich tu nie ma więc wyręczę Was :) po pierwsze powyższą sukienkę wyposażyłam w rękawki. Ponadto wzór na sukience, na pierwszy rzut oka taki sam, różni się nieco od aplikacji na pierwowzorze. W odróżnieniu od starszej wersji tu spódnica jest pofalowana oraz "podziurkowana". Na zdjęciu poniżej widać też, że tył sukienki jest dłuższy niż przód co bardzo efektownie prezentuje się na żywo.  




Po ukończeniu sukienki spojrzałam na nią krytycznym okiem  i stwierdziłam, że pomimo iż dół sukienki jest bogaty to jednak czegoś mi brak. Nie zaspokoiły mnie dziurki, fale ani bogactwo barw. Myślałam, myślałam i wymyśliłam - pasek w kolorze cyklamenu! Nawiasem mówiąc, inspiracją był w tym miejscu dla mnie element ozdobny zasłony w sypialni ;) 


Poniżej jeszcze wzór w powiększeniu - jeśli się dobrze przypatrzycie na pierwszym planie widać jedną z dziurek.


Co sądzicie o odświeżaniu starych projektów? Wracacie do rzeczy sprawdzonych, czy może  w swojej twórczości wolicie przeć do przodu nie oglądając się za siebie? 

niedziela, 12 października 2014

Powiew wiosny

Po chyba najdłuższej jak dotąd nieobecności odkurzam swój blog i powracam do Was z dobrą energią. Ostatnimi czasy tyle się w moim życiu działo, że nie mogłam znaleźć nawet chwili aby tu zajrzeć. Nie mogę niestety powiedzieć, że spotykają mnie rzeczy przyjemne, ale stawiamy im dzielnie czoła i (odpukać!) widać już światełko w tunelu, choć droga przed nami jest długa i kręta. 
Ale skończmy już te wynurzenia, nie po to tu zaglądam żeby psuć Wam humor tej niedzieli! Wręcz przeciwnie, postanowiłam nieco podkolorować rzeczywistość, bo chociaż piękne i żywe odcienie jesieni są już z nami, to dziś - przynajmniej u mnie - spowiła je szarość dnia. Moim lekarstwem na taką pogodę są barwne kwiaty przywodzące na myśl piękną i ciepłą wiosnę. Zadomowiły się na stałe na białej sukience i przy każdym otwarciu szafy roztaczają swój urok na prawo i lewo :) oto i one: 



Przed malowaniem sukienka była po prostu biała, co na dłuższą metę stało się nieco nudne. Stwierdziłyśmy z córką, że na rozkloszowanej spódnicy najlepiej będą wyglądać właśnie barwne kwiaty. Nie widać tego na zdjęciu, ale podczas chodzenia dół sukienki bardzo ładnie odbija od ciała (nie jest taki oklapnięty), dzięki czemu wzór prezentuje się jeszcze korzystniej. 




Wzór powstał jak zwykle przy wykorzystaniu specjalnych farb do tkanin, więc ani pranie ani prasowanie mu nie straszne. Poniżej fokus na kwiaty :)


Takie ubrania to mój sposób na radzenie sobie z szarzyzną za oknem oraz wszelkimi innymi problemami, czuję się w nich radosna i pełna życia. Pomimo tego, że z pewnymi rzeczami i tak nie możemy walczyć ja postanawiam przynajmniej utrudnić im odebranie mi radości z życia! Pozdrawiam Was wszystkich ciepło i życzę barwnej codzienności :) 

niedziela, 6 lipca 2014

Pędzlem malowane

Chyba nigdy się od tych malowanek nie uwolnię! To coś jak powrót do okresu dzieciństwa, kiedy całymi dniami można przesiedzieć nad jakąś kolorowanką
i świata poza nią nie widzieć. Większości ludzi to przechodzi, we mnie jednak to dziecko zostało i pielęgnowane niemal codziennie ma się bardzo dobrze :) ostatnimi rzeczami, które powstały na skutek mojej "zabawy" farbkami są poniższe koszulki. 





Dama z różami powstała na koszulce z rękawkiem 3/4. Mimo dłuższego rękawa koszulka nadaje się na gorące dni, ponieważ jest bardzo przewiewna. Zarówno ten, jak i kolejne wzory powstały przy użyciu farb do tkanin więc możemy mieć pewność, że z pralki nie wyciągniemy jedynie białej koszulki :) 



Amazonka to wzór, który umieściłam na dłuższej, asymetrycznej koszulce
z krótkim rękawkiem. Ze względu na swoją długość koszulka świetnie pasuje do legginsów lub bermudów, jest też niesamowicie przewiewna.



Heroina powstała na koszulce z metalowymi dżetami w kolorze złotym, co dodało całej aplikacji charakteru. 



Romantyczna róża przypadła w udziale koszulce z koronkowymi rękawkami. Koronka znajduje się również na tyle koszulki w okolicy ramion i karku. 

Bardzo lubię takie spersonalizowane ubrania. Powyższe koszulki są nowe, ale malowane aplikacje potrafią tchnąć drugie życie w ubrania, które już spisałyśmy na straty - nic, tylko brać pędzle w dłoń!

niedziela, 1 czerwca 2014

Czerwony kapturek inaczej

Ostatnimi czasy namiętnie zajmowałam się filcowaniem na wszelkiego rodzaju tkaninach. Jednakże filcowane wzory, choć piękne, są dość przyciężkie i nie bardzo pasują do tego, co obecnie mamy za oknami. Słońce świeci coraz mocniej, temperatury są coraz wyższe, dlatego też przerzucamy się czy to na lekkie i zwiewne sukienki, czy też luźne koszulki i spodenki. Za sprawą pogody porzucam więc na jakiś czas filcowanie na rzecz malowanych tkanin o wszelkich możliwych wzorach i fasonach :)
Zauważyłam, że w obecnym sezonie bardzo modne są T-shirty z wizerunkiem kobiety, lub przynajmniej jej twarzy. Rzadko podążam za tym, co dyktują nam trendy, ale ten tak bardzo przypadł mi do gustu, że z radością zostanę z nim za dłużej.
Dziś mam dla Was pierwszy (i z pewnością nie ostatni!) wizerunek kobiety mojego autorstwa.


Nie myślałam o tym w trakcie malowania, ale kiedy popatrzyłam na efekt końcowy stwierdziłam, że to wypisz wymaluj Czerwony Kapturek w wersji black&white :) 
Do mojego projektu użyłam gładkiej, bawełnianej koszulki o nieco luźniejszym kroju, która będzie świetna zarówno do legginsów, jak i do krótkich spodenek. Całość malowana jest farbami do tkanin, tak więc wzór nie będzie się spierał i pozostanie trwały. 



Podobają Wam się tego rodzaju wzory? Zawsze lubiłam malować sobie koszulki czy tuniki, bo dawało mi to pewność, że zza rogu na ulicy nie wyskoczy na mnie Pani wyglądająca jak moje lustrzane odbicie! Dla wszystkich ceniących sobie niepowtarzalność oraz możliwość noszenia własnych projektów to chyba dobra alternatywa ;) 

piątek, 23 sierpnia 2013

Wariacja na temat końca lata

Upływające dni coraz mocniej utwierdzają mnie w przekonaniu, że moje marzenia o pięknej pogodzie raczej się w najbliższej przyszłości nie spełnią (o ile w ogóle się jeszcze spełnią tego lata :>). Patrząc codziennie za okno dochodzę do wniosku, że dalsze łudzenie się raczej nie ma sensu i nie przywoła na powrót ciepłych, słonecznych promieni. Nawet kolejne barwne torby, które mam w zanadrzu nie zmienią takiego stanu rzeczy :P Mądrzejsza o nowe przemyślenia stwierdziłam zatem, że zachowam żywe kolory na zbliżające się wielkimi krokami pochmurne, a później zimowe dni, kiedy to próżno szukać na zewnątrz czegokolwiek prócz szarości i postanowiłam wrócić dziś z tuniką w stonowanych barwach :) oto ona:


Jak widać na powyższym zdjęciu nie kłamałam, tuniczka zdecydowanie wyróżnia się kolorystycznie na tle prezentowanych do tej pory przeze mnie rzeczy, ale skoro zaklinanie pogody kolorami się nie sprawdza, równie dobrze mogę więc przerzucić się dla odmiany na biel i szarości :) egzemplarz ten jest od początku do końca robiony według własnego projektu i jednocześnie otwiera moją kolekcję ubrań oversize. Mam już parę pomysłów na kolejne ubrania, głównie tuniki i sukienki dlatego też wiem, że na tej nie poprzestanę! 



Kilka słów od strony technicznej :) 

Tuniczka wykonana jest z 100% wełny parzonej, aplikacja natomiast powstała przy wykorzystaniu wełny alpejskiej. Kolory - jak powyżej: biel i odcienie szarości. Wybrałam taki a nie inny fason, ponieważ jest on przeznaczony dla każdej sylwetki, uniwersalny, potrafi zamaskować niedoskonałości puszystej figury, a na osobach szczupłych naturalnie się układa. Tuniczka jest idealna do rurek, kryjących czarnych rajstop, czy legginsów. Tylko dodatki zdecydują czy uczyni się z niej kreację wyjściową czy codzienna, zatem można śmiało popuścić wodze fantazji i nieco z nią poszaleć :) 





Lubicie ubrania typu oversize, czy wolicie jednak nosić rzeczy dopasowane? Podpowiedzcie, jakie aplikacje chętnie widziałybyście na takiej tuniczce :)

środa, 14 sierpnia 2013

Ukwiecona mała czarna

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego posta dziś wracam z czymś innym niż biżuteria czy torba :) Do publikacji nowego tworu przymierzałam się już w poniedziałek, niestety, skutecznie uniemożliwiła mi to awaria internetu. Miałam nadzieję zrobić to wczoraj, ale... powtórka z rozrywki :> wreszcie dziś wróciłam do świata żywych i aktywnych (mam nadzieję, że na dobre!), zatem szybko zabieram się do pracy!

Główną bohaterką dzisiejszego posta będzie sukienka :) nie jest to jednak sukienka kupiona w sklepie i przeze mnie ozdobiona. Sukienka od początku do końca jest moim dziełem i nie ukrywam, że jestem z niej dość dumna :) powód dumy jest prosty: szycie przyprawia mnie o ból głowy! Mimo, iż ubrania zdarza mi się ozdabiać bardzo często, szycie ich w całości to zupełnie inna para kaloszy. Nie jest to zajęcie, w którym się całkowicie odnajduję. Wprawdzie radzę sobie nie najgorzej, ale przez większość czasu maszynę omijam szerokim łukiem :) dzisiejsza sukienka powstawała długo. Nie miałam do niej cierpliwości, co i rusz siadałam do niej i jeszcze szybciej ją porzucałam. Śmiało mogę stwierdzić, że do ukończenia sukienki niejako zmusiła mnie córka, szukając czegoś ciekawego na wesele. Po pierwszej przymiarce klamka zapadła, nie pozostało mi zatem nic innego jak odnaleźć w sobie motywację do ukończenia sukienki. Efekt końcowy prezentuje się następująco: 


Sukienkę uszyłam z dzianiny i  wykończyłam na dole oraz przy ramionach czarną lamówką. Z tyłu zapinana jest na suwak. Wykorzystałam zapięcie w kolorze czarnym, ponieważ uznałam, że przy tak strojnym przodzie plecy nie muszą rzucać się w oczy.Na zdjęciu nie jest to widoczne, ale tył sukienki jest ciut dłuższy niż przód, choć jest to różnica doprawdy niewielka :) Kwiatowa aplikacja powstała przy użyciu wełny czesankowej z merynosów, idealnej do filcowania na sucho. Sukienka o takim kroju pięknie układa się w tańcu, a barwne ozdoby sprawiają, że wygląda niezwykle efektownie. Tak sukienka prezentuje się na "wieszaku" :) :

                                

Pomimo, iż sukienka kosztowała mnie sporo nerwów patrząc na efekt końcowy nie żałuję i już wiem, że jeszcze niejedna tego typu sukieneczka wyjdzie spod mojej ręki. A co Wy o niej sądzicie? Jakiego rodzaju aplikacje widziałybyście na takiej sukience? :)