Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drewno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drewno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lipca 2017

W starym oknie

Udowadniałam Wam już parokrotnie że w stare, zniszczone czy pozornie niepotrzebne rzeczy można tchnąć drugie życie. Kanapa, a raczej skóra z niej zdjęta, ma szansę stać się torbą zaś ubrania, które dawno przestały cieszyć dzięki nowej aplikacji znów wywołują uśmiech na twarzy. Dzisiaj jednak wracam z czymś nieco grubszego kalibru.
Większość z Was widuje na pewno w swoim otoczeniu przedmioty mocno nadgryzione zębem czasu. Czy to u rodziny na wsi, na pchlim targu a nawet mijając śmietnik natykamy się często na takie perełki. Oczywiście w chwili spotkania rzadko wyglądają zachęcająco, ale jeśli puścimy wodze fantazji przy odrobinie (lub najczęściej całym mnóstwie.. ) wysiłku mogą nie tyle odzyskać dawną świetność, co stać się zupełnie nową wersją siebie.
Pochorowałabym się chyba gdybym natrafiwszy na stare, drewniane okna nie wykorzystała okazji aby zrealizować kolejny z miliona pomysłów błąkających się po mojej głowie. Witraż w takiej oprawie chodził za mną dawna, brakowało tylko surowca do pracy. Kiedy w końcu go zdobyłam można było zakasać rękawy i przystąpić do dzieła. Nie ukrywam, pracy było sporo. Samo doprowadzenie okien do stanu surowego trochę zajęło - tu ukłon w stronę Męża, który wykazał się dużą dozą cierpliwości i pomógł mi z tym zadaniem. Rozplanowanie wzoru i dopasowanie go do ram, w końcu samo malowanie również wymagają poświęcenia im siebie i czasu. Poniżej trzy efekty mojego recyklingu, sami oceńcie czy warto było się męczyć - ja nie żałuję! 


Żurawie - wersja 1






Żurawie - wersja 2






Dowód, że to naprawdę okna :)


Tu już stonowane kwiaty.


niedziela, 2 lutego 2014

A na początku było..

Przeglądałam ostatnio swojego bloga i uderzyło mnie to, że brakuje w nim techniki od której niejako zaczęła się moja przygoda z rękodziełem. Oczywiście w swoim życiu zawsze coś malowałam albo ozdabiałam, czy to obrazy i witraże czy też zastawę stołową. To nie tak, że dałam się ponieść wyobraźni dopiero teraz, niemniej jednak muszę przyznać, że w pełni oddałam się swoim pasjom dość późno. Wcześniej zawsze coś innego było na pierwszym miejscu, zarówno opieka nad córką jak i nawał domowych obowiązków. Kiedy jednak córcia poszła na studia i wyfrunęła z przysłowiowego gniazdka, co nie ukrywam było dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem, zyskałam więcej czasu dla siebie i postanowiłam spożytkować go najlepiej, jak potrafię. Córka mieszka poza domem (ba, nawet w innym mieście) już ładnych parę lat i żeby nie dzwonić do niej co 5 minut muszę zająć czymś głowę i ręce :)
Kiedy kilka lat temu pełna energii wchodziłam z impetem w świat rękodzieła techniką, która przykuła moją uwagę była technika decoupage. Po pierwszych lepiej lub gorzej udanych projektach zachłysnęłam się tą techniką na tyle, żeby ozdabiać nią większość bibelotów w domu :P wszędzie walały się ozdobne serwetki, które zresztą w dalszym ciągu wykorzystuję na zajęciach z dziećmi czy dorosłymi. Tworząc prywatnie odeszłam już od decoupage'u na rzecz filcu, sutaszu, koralików i kryształków ale zawsze to miło wrócić do czegoś, co dało mi siłę napędową do rozwoju własnych umiejętności i pasji. Dlatego też, aby było inaczej niż dotychczas chciałam pokazać Wam parę rzeczy, głównie szkatułek, które swego czasu zrobiłam. Większości przedmiotów, które ozdabiałam tą techniką już nie posiadam ale kilka, które jakoś się uchowały doczekały się w końcu zdjęć. Poniżej moja twórczość z początków :) 






Na wszystkich powyższych zdjęciach znajdują się szkatułki na mniejsze lub większe drobiazgi, poniżej zaś troszkę ozdobionych przeze mnie naczyń.



To drugie życie pewnego stolika. 


A tu już herbaciarka, jedna z niewielu rzeczy które są u mnie w użytku do dziś. 



A tu niespodzianka! Ktoś nie mógł się doczekać zdjęcia :) to mój "wnuś", kocurek córki w odwiedzinach u mojego łobuziaka. 

  
A poniżej, żebyście nie musieli wierzyć mi na słowo - mój mały łobuziak :)