niedziela, 6 lipca 2014

Pędzlem malowane

Chyba nigdy się od tych malowanek nie uwolnię! To coś jak powrót do okresu dzieciństwa, kiedy całymi dniami można przesiedzieć nad jakąś kolorowanką
i świata poza nią nie widzieć. Większości ludzi to przechodzi, we mnie jednak to dziecko zostało i pielęgnowane niemal codziennie ma się bardzo dobrze :) ostatnimi rzeczami, które powstały na skutek mojej "zabawy" farbkami są poniższe koszulki. 





Dama z różami powstała na koszulce z rękawkiem 3/4. Mimo dłuższego rękawa koszulka nadaje się na gorące dni, ponieważ jest bardzo przewiewna. Zarówno ten, jak i kolejne wzory powstały przy użyciu farb do tkanin więc możemy mieć pewność, że z pralki nie wyciągniemy jedynie białej koszulki :) 



Amazonka to wzór, który umieściłam na dłuższej, asymetrycznej koszulce
z krótkim rękawkiem. Ze względu na swoją długość koszulka świetnie pasuje do legginsów lub bermudów, jest też niesamowicie przewiewna.



Heroina powstała na koszulce z metalowymi dżetami w kolorze złotym, co dodało całej aplikacji charakteru. 



Romantyczna róża przypadła w udziale koszulce z koronkowymi rękawkami. Koronka znajduje się również na tyle koszulki w okolicy ramion i karku. 

Bardzo lubię takie spersonalizowane ubrania. Powyższe koszulki są nowe, ale malowane aplikacje potrafią tchnąć drugie życie w ubrania, które już spisałyśmy na straty - nic, tylko brać pędzle w dłoń!

niedziela, 15 czerwca 2014

Jedwab malowany

Zarówno artystycznie, jak i prywatnie pozostaję wciąż w temacie malowania. Pomimo tego, że los nieustannie rzuca jakieś kłody pod nogi i malowanie domu nam się przeciąga, większa część prac została już zrobiona i z ogromną przyjemnością mogę patrzeć na efekty. Zmiana jest ogromna, dom bardzo na tym malowaniu zyskuje, a i domownicy jakoś lepiej się w tym "nowym" domu czują :) 
Artystycznie również nie rozstaję się z farbami, tyle że tymi do tkanin. Obecnie pracuję już nad kolejnym zamówieniem tego typu, ale dziś chciałabym Wam pokazać efekt końcowy pierwszego.
Poproszono mnie o malowany obrus, który miał być prezentem dla Młodej Pary, moje zadanie było więc nad wyraz odpowiedzialne. Termin naglił, tak więc po otrzymaniu wytycznych z kopyta ruszyłam do pracy :) 
Uwielbiam malować rzeczy z naturalnego jedwabiu. Jest to materiał tak subtelny i delikatny, że praca z nim jest prawdziwą przyjemnością. Niestety, zdjęcia nie oddają w pełni uroku tego obrusu, niemniej jednak to jedyny sposób na podzielenie się z Wami tym, co ostatnio robiłam. Do rzeczy:


Z uwagi na pokaźne rozmiary obrusu nie byłam w stanie objąć go w pełni nawet stojąc na krzesełku :)


Malowany na jedwabiu wzór powstał jak zwykle przy wykorzystaniu farb do tkanin które gwarantują, że aplikacja będzie trwała i nie podda się łatwo upływowi czasu (ani detergentom).







Zamówienie numer jeden skończone. Obrus, nad którym teraz się wolnymi chwilami pochylam jest co prawda zdecydowanie mniejszych gabarytów, ale na pewno dostarczy mi rozrywki w niejeden wieczór :) utknęłam w tym malowaniu na dobre!

niedziela, 1 czerwca 2014

Czerwony kapturek inaczej

Ostatnimi czasy namiętnie zajmowałam się filcowaniem na wszelkiego rodzaju tkaninach. Jednakże filcowane wzory, choć piękne, są dość przyciężkie i nie bardzo pasują do tego, co obecnie mamy za oknami. Słońce świeci coraz mocniej, temperatury są coraz wyższe, dlatego też przerzucamy się czy to na lekkie i zwiewne sukienki, czy też luźne koszulki i spodenki. Za sprawą pogody porzucam więc na jakiś czas filcowanie na rzecz malowanych tkanin o wszelkich możliwych wzorach i fasonach :)
Zauważyłam, że w obecnym sezonie bardzo modne są T-shirty z wizerunkiem kobiety, lub przynajmniej jej twarzy. Rzadko podążam za tym, co dyktują nam trendy, ale ten tak bardzo przypadł mi do gustu, że z radością zostanę z nim za dłużej.
Dziś mam dla Was pierwszy (i z pewnością nie ostatni!) wizerunek kobiety mojego autorstwa.


Nie myślałam o tym w trakcie malowania, ale kiedy popatrzyłam na efekt końcowy stwierdziłam, że to wypisz wymaluj Czerwony Kapturek w wersji black&white :) 
Do mojego projektu użyłam gładkiej, bawełnianej koszulki o nieco luźniejszym kroju, która będzie świetna zarówno do legginsów, jak i do krótkich spodenek. Całość malowana jest farbami do tkanin, tak więc wzór nie będzie się spierał i pozostanie trwały. 



Podobają Wam się tego rodzaju wzory? Zawsze lubiłam malować sobie koszulki czy tuniki, bo dawało mi to pewność, że zza rogu na ulicy nie wyskoczy na mnie Pani wyglądająca jak moje lustrzane odbicie! Dla wszystkich ceniących sobie niepowtarzalność oraz możliwość noszenia własnych projektów to chyba dobra alternatywa ;) 

sobota, 10 maja 2014

Barwy szczęścia

Pomimo niezbyt sprzyjającej aury dającej o sobie znać m.in. stukającymi w moje okna gałązkami pobliskich drzew, cieszę się dziś wyjątkowo pozytywnym nastawieniem :) mam po temu dwa, być może błahe, ale jednak widoczne powody. Po pierwsze, nareszcie zaczynamy posuwać się do przodu z remontem! Co prawda pomalowany został dopiero sufit w pierwszym z wielu wołających o odnowę pomieszczeń (a zatem jeszcze huk roboty przed nami...), niemniej jednak jest to tak miły widok, że chodzę dziś z szerokim uśmiechem na ustach. W tygodniu bardzo ciężko jest nam znaleźć czas na prace remontowe, a przebywając nieustannie w towarzystwie szeleszczących folii,walających się wszędzie narzędzi malarskich oraz pyłu i kurzu człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek jeszcze się z tego wygrzebie! Dziś, w postaci "nowego" sufitu, wstąpiła we mnie ponownie nadzieja i chęć do zmian, z czego ogromnie się cieszę :) 
Drugi powód mojej radości to bransoleta w wyjątkowo soczystych barwach, którą mimo nawału zajęć udało mi się ukończyć. Oto i ona: 



Jest to połączenie sutaszu oraz koralików wszelkiej maści i w wielu energetycznych barwach, tradycyjnie podszyte filcem dla większego komfortu noszenia. Daleko mi wprawdzie do samouwielbienia, ale patrząc na nią dostaję niesamowity zastrzyk energii i pozytywnego nastawienia, stąd też owa nazwa - "barwy szczęścia", bo czy można być obojętnym na takie połączenie odcieni przywołujących na myśl piękny, słoneczny dzień? Ja nie potrafię :) 

sobota, 3 maja 2014

Remont i torba - zębatka

Czy ktoś ostatnimi czasy namawiał Was na malowanie całego domu? Jeśli tak, to uwaga: nie dajcie się i pod żadnym pozorem nie gódźcie! Ja zrobiłam ten błąd, i teraz ponoszę tego konsekwencje...
Oczywiście żartuję, sama wiedziałam, że należy to w najbliższym czasie zrobić, ale nie sądziłam, że będzie to aż takie przedsięwzięcie! Musimy uwinąć się z tym szybko, a do samego malowania jeszcze bardzo długa droga. Gdyby tylko człowiek mógł wziąć miesiąc urlopu - wtedy nie byłoby żadnego problemu, ale wiadomo, tak się nie da. Czasu na wszystko jak na lekarstwo, nie wiadomo nawet w co włożyć ręce. Praca, warsztaty, zamówienia, a po powrocie do domu pył, drabiny i wszechobecna folia - można zgłupieć od tego wszystkiego, oj można! Mam nadzieję, że uda nam się jakoś ten kramik ogarnąć, bo nie mam przez to zbyt wiele czasu na własne projekty a jestem chora, kiedy nie mogę przenosić swoich pomysłów w świat rzeczywisty. Na szczęście, mino nawału zajęć, udaje mi się od czasu do czasu przy czymś podłubać i efektem takiej właśnie dłubaniny jest poniższa torba :)


Nazwałam ją torbą - zębatką, bo zawieszka przypomina mi zębatki jakiejś skomplikowanej maszynerii. Jak widać, torba powstała z szarego, usztywnianego filcu na którym umieściłam kawałki eko-skórki w kolorach czerni i czerwieni, dodałam również widoczne przeszycia. Jest to spora torba, bez problemu pomieści wszystko, co zechce się do niej zapakować a uszy są tak dopasowane, że można ją nosić zarówno w ręku, jak i na ramieniu. 




Torba zapinana jest na suwak, stanowi więc bezpieczną przechowalnię naszych cennych drobiazgów. 

Wracam do mojego małego kataklizmu.. trzymajcie proszę kciuki za rychły koniec akcji "odświeżanie"! :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Sutasz nieco okrojony

Po ostatniej prezentacji kompletu zdecydowanie odmiennego od standardowego wzoru biżuterii sutaszowej, entuzjastycznie przez Was zresztą przyjętego, dziś będę nieco bardziej konwencjonalna (ale jednak nie do końca!). Chciałam pokazać Wam komplet biżuterii sutaszowej, w którym odnaleźć już wprawdzie można tradycyjne zawijasy, ale który został przeze mnie wzbogacony o koraliki i perełki, które zresztą w pewnych elementach kompletu są w zdecydowanej większości. 
Na komplet składają się dwie bransolety oraz kolczyki, wszystko w barwach bieli i błękitu. I o ile w jednej z bransolet sutasz widoczny jest gołym okiem, o tyle kolczyki oraz bransoleta numer dwa to przykłady dominacji koralików i perełek słodkowodnych nad klasycznym sutaszem. Wszystko tworzone oczywiście na bazie sznurków, ale przewaga koralików wysuwa się na pierwszy plan. Cóż, znacie mnie już - chyba nie umiem być konwencjonalna, a co najważniejsze - nie chcę być! Śmiało możemy więc uznać, że postawiłam sobie za punkt honoru testować Waszą wytrzymałość ;)
Jak się zapatrujecie na taki komplecik? 


Komplet w pełnej krasie.


Bransoleta z większą dozą klasycznego sutaszu.


Tu wyłamanie się z konwencji, ale wprawne oko sutasz znajdzie!


Tu to już w ogóle pomieszanie z poplątaniem ;)

środa, 9 kwietnia 2014

Połatana

Zauważyłyście już pewnie, że rzadko kiedy rzeczy, które tworzę są jednolite. Czy to biżuteria, czy malowana tkanina czy torba - musi się coś dziać. Obecnie w sklepach pełno mamy towarów monokolorystycznych o dość prostych formach, dlatego ja wiadomym sobie zwyczajem wzniecam swój mały bunt przeciwko ujednoliceniu :) wiadomo, jak każda z nas lubię założyć czy to zwykłą małą czarną, czy też amarantową, prostą sukienkę ale wtedy obowiązkowo dodatki muszą przykuwać uwagę swoją różnorodnością. 
Torba, którą Wam dziś pokażę nie jest co prawda idealnym przykładem na moją miłość do szaleństwa twórczego, ale, tradycyjnie, nie jest to po prostu kawałek filcu z doszytymi uszami tak więc uznałam że nada się na prezentację. 



Jak widać na zdjęciu, torba mieszcząca format A4 (tu nie ma odstępstwa od normy ;) ) wykonana została w całości z brązowego filcu. Zarówno na przedzie, jak i na tylnej stronie torby zagościły łaty z eko-skórki, dlatego też torba zyskała miano połatanej. Ponieważ było mi mało, dodałam do tego również ćwieki w kolorze złotym oraz przeszycia nićmi w kolorach oranżu i kremu. 





Na tylnej stronie dodatkowo łata stworzyła przegródkę na coś, co musimy mieć szybko pod ręką - ja zwykle noszę w takim miejscu komórkę, bo moja córka zawsze "krzyczy", że zdąrzyłaby zrobić 30 rzeczy zanim znajdę dzwoniący telefon na dnie torby :) kieszonka zasuwana jest na suwak a więc nic nam z niej nie wypadnie. Torba ma również regulowane uszy dlatego dostosuje się do każdego ramienia.





Torba zapinana jest na magnes, czego niektóre kobiety się boją, ale.. niespodzianka! W środku mamy jeszcze wkładkę z pomarańczowego filcu zasuwaną na suwaczek, a więc wszelkie portfele, klucze oraz inne strasznie ważne rzeczy mogą się czuć bezpiecznie. 




Jak Wam się podoba moja łaciata? :)


***********************************

Po torbie nie ma już u mnie śladu, dziwnym trafem znalazła się w walizce córki i pojechała do Warszawy :)